Ten wpis jest o najważniejszym narzędziu, które często jest pomijane przy nauce rzemiosła: o ciele!

Na zajęciach uczę jak przechowywać lakę, jak dbać o pędzle, szpachelki, przestrzeń warsztatową, ale równie dużo uwagi poświęcam temu, jak dbać o ciało, by spotkania z kintsugi były przyjemnością, a nie obciążeniem.
Ciało jest podstawowym narzędziem pracy — jeśli o nie nie dbamy, rzemiosło z czasem przestaje być dialogiem, a zaczyna być wysiłkiem.
Przez wiele lat trenowałam sporty kontaktowe, a po operacji kolana zaczęłam zajmować się masażem lomi lomi nui. W obu tych aktywnościach stan ciała jest kluczowy do bezpiecznej i bezbolesnej pracy. Swoją wiedzę i doświadczenie naturalnie przeniosłam do pracy przy naprawie porcelany.
Dbanie o ciało łatwo jest pominąć – nie uczą nas tego w szkołach podstawowych, a kursy zawodowe kładą nacisk na techniki związane z danym rzemiosłem i narzędziami. Często w pracy może włączyć się hiperfokus, przez który sygnały z ciała (np. chcę siku!) są ignorowane. Skutkiem tego jest napięte, bolesne ciało, które nie tylko znacząco wpływa na jakość pracy, lecz także obniża przyjemność z życia również poza warsztatem. Wiele osób zaczyna o tym myśleć dopiero wtedy, gdy ból staje się codziennym towarzyszem pracy.
Kintsugi wymaga siedzenia w jednej zamrożonej pozycji.
Wielogodzinnym spięciom podlegają ręce, kark i oczy. Ulega skróceniu cała taśma tylna, mięsnie klatki piersiowej, obręczy barkowej oraz czworogłowe uda – ciało przybiera pozycję „krewetki”.
Jeśli z powstałymi napięciami nic nie robić, to konsekwencje mogą być poważne: pogorszenie wzroku, chroniczne migreny, wdowi garb, spłycony oddech, osłabienie mięśni core, przodopochylenie miednicy, bóle w odcinku lędźwiowym, gorszy sen i regeneracja.
Poniżej kilka moich dobrych praktyk, które kompensują wielogodzinne siedzenie w pozycji „krewetki” i pozwalają pracować uważnie przez długie lata.
1. Przed pracą „czule witam się z ciałem”.
Robię krążenia biodrami, luźno kołyszę miednicą, robię spokojne płynne skłony, krążenia ramionami i głową. Dzięki temu wiem w jakim stanie jest dziś moje ciało. Następnie rozgrzewam delikatnym masażem te obszary, w których czuję spięcie. Pamiętam, że mięśnie nie działają w izolacji np. spięcie przedramienia będzie wpływać zarówno na precyzję dłoni, jak i ciągnąć przód klatki piersiowej i spłycać oddech. To czas na spokojny, głęboki oddech – taki, na jaki ciało pozwala w danym momencie, bez forsowania.
2. Stanowiska pracy.
Dbam o dobre oświetlenie miejsca pracy oraz odpowiednią ilość wolnego miejsca na blacie. Na precyzję ruchów wpływa również sposób w jaki siedzę: stabilnie i równo opieram obie stopy na podłodze. Tego nauczono mnie na zajęciach kaligrafii! Długotrwałe siedzenie z nogą na nodze powoduje koślawienie kręgosłupa, a ten z kolei wpływa na nierównomierne obciążenia na obręczy barkowej i napięcia w ramionach. Żeby nie nadwyrężać nie potrzebnie rąk, staram się jak najrzadziej pracować nimi „w powietrzu”. Szukam stabilnego oparcia o blat stołu, podwyższenia lub opieram je o klatkę piersiową. Jest to kluczowe przy precyzyjnych działaniach: pracy z wiertłami i przy nanoszeniem szwu ozdobnego.
3. Obowiązkowe przerwy.
Jestem osobą z autyzmem i ADHD, więc z łatwością wpadam w hiperfokus. Gdy jakaś czynność pochłonie mogą uwagę, to wszystko inne przestaje mieć znaczenie, a sygnały z ciała są ignorowane.
Dlatego mam ze sobą umowę: obowiązkowe przerwy. Nie „za chwilę, jeszcze tylko to, tak dobrze mi idzie praca”. W trakcie przerw uzupełniam płyny, jedzenie, wietrzę pracownię, ponownie robię ćwiczenia z „witania się z ciałem”, siadam na chwilę na balkonie i daję odpocząć oczom, a przy dobrej pogodzie idę na krótki spacer.
Nie słucham myśli „przez te pół godziny tyle mogłaś zrobić”, bo wiem że „odpoczynek też jest jednostką treningową”.
4. Pozytywna regeneracja.
Luźne ciało to szczęśliwe ciało! Pomaga mi w tym automasaż (dłonią, piłeczkami, rollerami, pistoletem do masażu), ciepły prysznic, ćwiczenia na rozluźnienie (podskoki, potrząsanie ramionami wyciągniętymi w górę).
Jeśli spięcia się utrzymują to korzystam z pomocy dobrych dłoni innych masażystów.
Dzięki tym praktykom zajmowanie się wymagającym skupienia i precyzji kintsugi jest dla mnie od lat źródłem przyjemności, a nie wyniszczenia.
Mam nadzieję, że ta wiedza przyda się również Tobie i Twojemu drogocennemu ciału – niezależnie od tego, czym zajmujesz się w życiu. 🙂
