Chciałabym się podzielić opowieścią o tym, jak zostałam rzemieślnikiem „cegługi”.
Lubię wracać myślami do Brus. Ta przygoda przypomina mi o równowadze między pracą a zabawą; o tym, by nie brać wszystkiego zbyt poważnie; że akt twórczy nie wymaga specjalnych narzędzi ani przygotowań. A ponieważ mam skłonności do paraliżującego chorego perfekcjonizmu, to takie doświadczenia są dla mnie tym bardziej ważne i cenne.
Ta historia, jak większość moich przygód, swój początek ma w mojej kuchni. W niezobowiązującej atmosferze siadamy sobie ze znajomymi przy stole, który staje się świadkiem rozmów mniej i bardziej poważnych, zuchwałych fantazji oraz błazeńskich projektów. Tak też było wiosną 2023 roku, kiedy to mój znajomy – drzeworytnik, renowator i miłośnik rupci wszelakich – Marek poprosił bym zrobiła dla niego konspekt z wykładu Tomka Kawełczyka o japońskich drzeworytach.

Ja z naprawioną donicą w Brusach.
fot. Anna Raczkowska

Odbitka oraz jedna z trzech matryc Yuki w konwaliach
Wybrałam się więc do Łodzi na Dni Japońskie i sporządziłam dla Marka rzetelne notatki o technice druku ukiyo-e. Śledząc proces powstawania kolorowej odbitki z matrycy, zrozumiałam, że jest to właśnie ta technika, w której będę mogła spełnić zarówno moje potrzeby graficzne, jak i malarskie. I nie myśląc zbyt długo, zapisałam się na współprowadzony przez Tomka Kurs techniki barwnego drzeworytu japońskiego mokuhanga, na którym zrobiłam pracę Yuki w konwaliach.
Wprawdzie na studiach poznałam różne techniki grafiki warsztatowej, ale z drewnem nie miałam wcześniej do czynienia. Żeby nie stresować się tak bardzo swoim brakiem doświadczenia, zgłosiłam się, znowu z polecenia Marka, do III edycji warsztatów konserwatorskich organizowanych przez Fundację im. Józefa i Jadwigi Chełmowskich w Brusach-Jagliach.
Józef Chełmowski to artysta ludowy, rzeźbiarz i filozof z Kaszub. Jego prace są pełne humoru, wiary i zadumy nad światem — robił wszystko: od obrazów, przez rzeźby po „maszyny do łapania żywiołów”. Swoimi dziełami wypełnił cały dom oraz przyległy do niego teren. By należycie chronić dorobek artystyczny przodka, w 2019 roku rodzina powołała Fundację. Skansen jest otwarty dla zwiedzających, a wstęp na teren jest bezpłatny. Aby zobaczyć wnętrza i posłuchać historii życia i twórczości artysty warto zamówić usługę przewodnika.

Oczyszczanie rzeźby Pani ze słowikiem
W planach warsztatu była praca konserwatorska nad dwoma drewnianymi ulami-rzeźbami Pani z koszką oraz Pani ze słowikiem. Celem warsztatu było przywrócenie rzeźb do stanu umożliwiającego ich dalsze udostępnianie w ramach wystawy zewnętrznej w sadzie, by przez kolejne lata cieszyć oczy zwiedzających. Natomiast okazało się, że jest jeszcze jeden obiekt, wymagający konserwacji – wielkogabarytowa ceglana donica z polichromią. Bez wahań zgodziłam się przyjąć wyzwanie i złożyć takiego wymagającego rozbitka!
Mimo, że artysty nigdy osobiście nie poznałam – Józef odszedł w 2013 roku – to w miejscu gdzie mieszkał i tworzył, w otoczeniu jego prac oraz dzięki opowieściom jego rodziny, odniosłam wrażenie, jakbym go znała dobrze. Obcowanie z jego pracami przypomniało mi, że potrzeba tworzenia jest nieskrępowanym aktem radości i pochwały życia. Obdarzona zaufaniem rodziny, wsparciem konserwatora Arka oraz duchowym błogosławieństwem Józefa, rozpoczęłam pracę nad donicą.

Odnowiona rzeźba-ul w ogrodzie

Fragmenty donicy gotowe do dalszej pracy
Tradycyjne materiały do kintsugi takie jak laka oraz złoto, to surowce które Japończycy mają w zasięgu ręki. To właśnie dzięki dostępności surowców ludzie przez wieki mogli eksperymentować, poszukiwać nowych zastosowań i tworzyć. W Brusach nie miałam ani dostępu do laki, ani przede wszystkim odpowiedniej ilości czasu, by móc donicę naprawić tradycyjnym kintsugi. Pod ręką natomiast miałam podstawowe narzędzia, klej epoksydowy, ceglany miał oraz rzemieślnicze obeznanie, jak wykorzystać posiadane materiały.



Rozpoczęłam standardowo od zapoznania się z obiektem, obejrzeniem każdego kawałka i próbnego dopasowania fragmentów. Następnie zabrałam się za oczyszczenie krawędzi z brudu oraz resztek kleju, pozostałego po poprzednich naprawach.
Gdy wszystkie kawałki były gotowe okleiłam krawędzie taśmą w celach ochronnych i przeszłam do składania donicy. W odróżnieniu od kleju na bazie laki, klej epoksydowy jest bardziej ciekły i szybciej wiąże. W związku z tym musiałam dobrze zaplanować kolejność składania kawałków w jedną całość.
Tak samo jak w tradycyjnym kintsugi nadwyżki kleju ścięłam a ubytki uzupełniałam spoiwem wymieszanym z wypełniaczem. Rozdrobniłam w tym celu cegłę, a powstałe miało ceglane przepuściłam przez sitko by mieć jednolitą mączkę. Mączka posłużyła również do stworzenia szwu ozdobnego, który nadał jednolity charakter wszystkim pęknięciom. Na sam koniec uzupełniłam brakujące fragmenty polichromii.

Ganek domu ozdobiony pracami Józefa z donicą w trakcie naprawy

A oto gotowa donica naprawiona eksperymentalną techniką cegługi!
Jestem wdzięczna Markowi, bez którego nie byłoby zarówno tej przygody, terminu „cegługi” jak i moich prac w technice japońskiego drzeworytu. Chciałabym podziękować za świetny czas uczestnikom warsztatów, całej ekipie Skansenu i rodzinie, którzy dbają o dorobek Józefa i Jadwigi oraz co roku organizują wydarzenia propagujące sztukę Józefa Chełmowskiego oraz kulturę Kaszub.
